
(Zdjęcie Piotra Cholewy)
Antoni Cholewa opowiada przepowiednię swojego ojca Piotra Cholewy:
(zapisano około 2011 roku)
Przysięgałem Ojcu, że spełnię jego życzenia, szkoda, że tego wszystkiego od razu nie spisywałem. Wtedy, w tym pamiętnym dniu, opowiadał mi, że miał niezmiernie wyrazisty, pełny w symboliczne znaczenia sen, jakby do niego coś mówiło we śnie, że dokonają się różne ważne wydarzenia. Wtedy nie spał, tylko był w takim specyficznym stanie, półjawy, półsnu, wtedy słyszał tę przemowę, że taka i taka rzecz się stanie i będzie się działa. A on nie umiał pisać i wszystko mi opowiedział.
– Ja to przeżywam bardzo ciężko, żeby wypełnić prośbę mojego ojca. Ojciec dużo więcej mi opowiedział, ale już minęło 50 lat od tamtej pory i wiele rzeczy już nie pamiętam, bardzo dużo mi opowiadał. O Żydach, o potopie więcej, opowiadał jak się odbywa to życie, jak dusze żyją…
– W 1955 roku zostałem powołany do wojska do Gdyni, tam poznałem dziewczynę, ożeniłem się, pozostałem w Gdańsku. Po odbyciu służby wojskowej, w 1958 roku, pojechałem odwiedzić rodzinę, bez żony, tam przebywałem jakiś czas u rodziców. To wszystko działo się w roku, jak wyszedłem z wojska – w roku 1958, tak, to było w czerwcu 1958 roku, tata urodził się w roku 1902, czyli miał 56 lat jak to wszystko opowiadał.
– Wtedy, właśnie w czerwcu 1958 roku ojciec mi zaproponował, żebym z nim poszedł na targ do Ryk (koło Dęblina). Wracając z targu, przeszliśmy wioskę Brzeziny i weszliśmy w las brzeziński. Ojciec zaproponował mi odpoczynek.